Otwarcie 30.01.2026, godz. 18:00
Wystawa czynna do 15.03.2026
Kuratorka: Małgorzata Kopczyńska
Anna Kołacka
DASH
( z angielskiego dash to: pęd, barwna plamka, pociągnięcie pędzla, skruszyć, zryw, domieszka, mikstura, rozmach, roztrzaskać, brawura…)
„Fascynuje mnie świadomość, że jesteśmy częścią jednego ekosystemu, ze wszystkimi organizmami, związani procesami, których nie dostrzegamy.” [Anna Kołacka]
I. Rozbieg
Lubin Baugin, malarz uważany za jednego z prekursorów martwej natury, żyjący w pierwszej połowie XVII wieku, w swym młodzieńczym okresie twórczości namalował obraz, który przeszedł w wieku XX do ikonicznych symboli upływającego, a zarazem zastygłego czasu, za sprawą filmu: Wszystkie poranki świata. Jego obraz Deser (Martwa natura z waflami), odegrał w nim znamienną rolę. Butelka wina opleciona sznurkiem, obok połyskujący w półmroku wyrafinowany kieliszek z czerwonym winem (identyczny, jest nieożywionym aktorem w filmie), a na pierwszym planie na okrągłym talerzu ułożone w niewielki stosik cieniutkie, zwinięte w rurki, kruche wafle. Cała kompozycja otoczona jest mrokiem tła, po lewej widać zarys kamiennej ściany, ale w centrum króluje czerń.
To czarne, głęboko nieprzeniknione obramowanie charakterystyczne jest też dla kompozycji żywych natur Anny Kołackiej, szczególnie tych z cyklu NANO. Termin martwa natura, przetłumaczony w okresie baroku dosłownie z francuskiego, niewątpliwie zestarzał się, i żałować można, że w terminologii fachowej, ale i w obiegowym pojęciu nie przyjęło się u nas holenderskie określenie: still leven – nieruchome życie, czy angielskie still life – dosłownie: nadal życie, ciche życie, spokojne życie. Nadal żywy – już tylko w obrazie, jednak uwieczniony może być nietrwały biszkopt, wietrzejące wino, kruche szkło. A nade wszystko ukryte emocje, czy wręcz których tajemniczość symbolizuje czerń tła.
Nie bez powodu łączę tę klasyczną kompozycję Baugina z obrazami Kołackiej, malarki, która tradycję malarstwa przetworzyła, zmieszała jak w tytułowym koktajlu, w swoich wielkoformatowych kompozycjach niemal nie do rozpoznania, uwspółcześniając, wprowadzając futurystyczne motywy i odniesienia, np. do nanotechnologii. Jednak wrażliwe oko widza, odbiera sygnały w tej pulsującej masie strzępków, resztek, drobin, pyłków, szkiełek, powidoków, zakłóceń widzenia.
Europejska kultura preferowała w sztuce martwej natury ład i porządek, symbolizm przedstawianych obiektów podlegał ścisłemu skatalogowaniu, był czytelny, nawet jeśli pozornie nieoczywisty. Destrukcja była niegodna utrwalania, może tylko jako przestroga w postaci nadgniłego owocu, czy zwiędłego kwiatu ostrzegającego z obrazu: memento mori… Gdy melancholijny kompozytor we Wszystkich porankach świata ma wizję swojej zmarłej żony, która bierze z talerza delikatny wafelek i okruszki zostają na stole po jej zniknięciu, tą piękną dekonstrukcję widzi tylko on. Malarz mający sportretować scenerię stołu, tak ważką dla kompozytora – zleceniodawcy, oczywiście tej subtelnej destrukcji zostawionej przez zjawę nie widzi, powstaje harmonijny, opisany wyżej obraz Deser.
Kołacka skupia się na dekonstrukcji, destrukcji, z rozmachem kataloguje masy upadłe, spadłe jak z rzymskiego stołu podczas uczty. Na pierwszy rzut oka jest to malarstwo abstrakcyjne, malarka jednak z tych pozbieranych przez nią kolorowych resztek, buduje wysublimowane światy, w których rządzą barwy. To kolor mówi, sam kolor opowiada, nie trzeba literackiej, ilustracyjnej treści, ani symboliki
Wśród nielicznych w naszej kulturze przedstawień nieporządku, wręcz śmieci warto przywołać za Georgesem Didi-Hubermanem starożytną rzymską mozaikę podłogową, która imituje pozostawione na podłodze intencjonalnie, bo na ofiarę bogom, resztki jedzenia, skorupki, łupinki, kawałki owoców, okruszki… Cały śmieciowy inwentarz, chaotyczny, acz święty, bo po przez intencję należący do sfery sacrum- ofiary.
W Atlasie Mnemozyne Didi-Huberman podkreśla rolę zbiorów, ważkość gromadzenia i katalogowania nawet najdrobniejszych artefaktów, gdyż „ someone trash is someone’s treasure”*. Wszyscy obecnie, chcąc nie chcąc, przepuszczamy przez swoje neurony miliony obrazów, które po paru sekundach zapominamy, a jednak katalog tych strzępów gdzieś w naszej skomplikowanej, niezbadanej maszynerii się odkłada. Kto wie czy nie mamy gdzieś upchniętego w zwojach mózgowych grubego, stale nawarstwiającego się palimpsestu, i stąd nieoczywiste, wieloelementowe obrazy Kołackiej mogą być nam bliskie, mimo pozornego chaosu i nieobecności anegdoty przedstawieniowej.
II. Gonitwa
Plątanina, gąszcz przenika się wzajemnie, nie dając się zapamiętać. Wyławiamy szczegóły, oglądamy całość, lecz sama konstrukcja umyka. Obrazy są w ciągłym ruchu, jak atomy, które nawet w kryształach drżą. A w strukturach organicznych, których wiwisekcję artystka przeprowadza malując, w ich ekstremalnym poznawczym zbliżeniu ten pęd dosłownie goni, rzuca się, kluczy. Rozpoznajemy szczegóły, analizujemy całość, lecz sama konstrukcja umyka, jak wiry w niespokojnej wodzie.
Tworząc martwe natury z fragmentów mikro i makro realności Kołacka jednocześnie przez tę realność przechodzi, stwarzając światy nowe, przez nią odkryte lub przeczute, jak by mówiła do widza: „spójrz, co znalazłam!”. Zabiera nas w genialny świat niewinności, kiedy to wszyscy widzieliśmy w zamarzniętej kałuży wieloświaty, zbiór zmarzniętych kropli tak frapujących, że aż trzeba je było skruszyć ( DASH!), by poczuć się od nich silniejszym.
Bo to my jesteśmy twórcami tego co widzimy, rzeczywistość kształtujemy przez swoje emocje, a są one zmienne, jak pogoda, w ciągłym ruchu. Podróżując do miejsc pozornie ubogich w barwy, takich jak Islandia Kołacka tworzy fotograficzne, szkicowe, a przede wszystkim pamięciowe zbiory. Jednak nie chodzi o mimetyczne odwzorowanie tych wrażeniowych kolekcji: „Choć inspiracje zbieram na zewnątrz, przyglądając się uważnie naturze, jej uwodzącemu skomplikowaniu, to sam pomysł na obraz podsuwa mi podświadomość, a proces malarski do w dużej mierze przypomina cofanie się do środka (…) To próba uchwycenia organicznej energii, która przenika wszystko i łączy nas z tym, co pozaludzkie.” Te słowa artystki świetnie kondensują proces twórczy. Wizualna odżywcza mieszanka, wybujała jak grzybnia lub plecha, zagęszczona intensywnym, czasem wręcz „lepkim” kolorem, nasycona ażurowymi warstwami, które sklejone ze sobą tworzą w jej najnowszych obrazach coraz bardziej zwarte struktury, jak tkanki - dosłownie karmi oczy i mimo gonitwy barw, ich fluktuacje nie męczą, a dają ten rodzaj ukojenia, którego zintensyfikowanie zaznać można tylko obcując ze sztuką lub naturą.
*śmieci jednego człowieka są skarbem drugiego
Małgorzata Kopczyńska
Kuratorka wystawy
Wykładowczyni Akademii Sztuki w Szczecinie, zajmuje się rzeźbą, designem, kuratorowaniem i organizacją wystaw.
ANNA KOŁACKA - ur. 1992 w Poznaniu. Malarka, autorka projekcji do obrazów, adiunktka w XVII Pracowni Rysunku prowadzonej przez prof. Tomasza Bukowskiego na Uniwersytecie Artystycznym im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu.
Doktorat na Wydziale Malarstwa i Rysunku. Dyplom magisterski w 2016 roku również na UAP. Nominowana m.in. w 13. Konkursie im. Eugeniusza Gepperta, finalistka wielu konkursów, m.in. LOOSTRO, Nowy Obraz/Nowe Spojrzenie, laureatka Medalu Młodej Sztuki, Grand Prix im. Franciszki Eibisch, Stypendium MKiDN oraz Stypendium Marszałka Województwa Wielkopolskiego.
Brała udział w wystawach w Polsce i za granicą; ostatnio w Galerii Szydłowski, BWA Ostrowiec Świętokrzyski, na 10. Bi-City Biennale of Urbanism/Architecture in OCT Contemporary Art Terminal Shenzen, 16. Asya-Europe Biennale in Artistanbul Feshane w Stambule, w Festiwalu Otwarte Miasto w Lublinie.
W swoim malarstwie zadaje pytania o budowę materii i naturę. Interesuje ją świat post-ludzki, bez obecności człowieka.
Od lewej: Plątające, akryl, olej na płótnie, 2025; Kamień jak serce II, akryl, olej na płótnie, 2025