MENU

  • 247 godzin - plakat wystawy

Wystawy

Sylwester Ambroziak

Galeria BWA

Miejski Ośrodek Sztuki w Gorzowie Wlkp.

 

Sylwester Ambroziak

wernisaż - sobota 6.10.2012 godz.17:00

Wystawa czynna od 06.10 do 04.11.2012 r.

 


Biografia,

 

Sylwester Ambroziak

 

Urodzony w 1964 roku w Łowiczu. Zajmuje się rzeźbą i rysunkiem oraz instalacją i eksperymentalnym filmem animowanym. W latach 1983-1989 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Rzeźby w pracowni prof. prof. Jerzego Jarnuszkiewicza, Stanisława Kulona i Grzegorza Kowalskiego oraz Rysunku w pracowni prof. Mariana Czapli. W roku 1989 obronił pracę dyplomową pt.” Kuszenie św. Antoniego”, której promotorem był prof. Grzegorza Kowalskiego. W latach 1990-1992 w ramach stypendium Fundacji Notoro i Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku realizował tryptyk monumentalnych rzeźb z brązu „Jeździec Polski”. W latach 1993-1994 był stypendystą Fundacji Kultury. W 1997 roku otrzymał wyróżnienie za rzeźbę "Kain i Abel" na wystawie "Sacrum" w Częstochowie. W latach 2004-2005 był stypendystą Kulczyk Foundation . Trzykrotnie / 1994, 1999, 2008/ nominowany do nagrody „Paszporty Polityki”. Jest autorem ponad siedemdziesięciu  wystaw indywidualnych oraz brał udział w ponad stu dwudziestu wystawach zbiorowych w  Polsce i za granicą.  

Prace artysty znajdują się w zbiorach muzealnych  oraz kolekcjach prywatnych w kraju oraz za granicą: m.in. Muzeum Sztuki Współczesnej Radom, Muzeum Okręgowe Toruń, Muzeum Rzeźby Współczesnej CRP Orońsko, Muzeum Akademii Sztuk Pięknych Warszawa, Muzeum Okręgowe Bielsko-Biała, Centrum Sztuki Współczesnej Galeria El, Międzynarodowa Kolekcja Sztuki Współczesnej „Notoro”, „Stary Browar” Poznań, Kolekcja „Zachęty”  Poznań, Galeria Miejska „Arsenał” Poznań, Kunsthalle Exnergasse Wiedeń, Hotel Intercontinental Wiedeń, Galeria  Promocyjna – Fundacja EXIT  Warszawa, Fundacja Kultury Warszawa, Kolekcja Art.&Business Warszawa Kunstbahnhof Herrnhut Niemcy, Elbach/Eubabrun Plauen Niemcy oraz w prywatnych kolekcjach w Polsce, Austrii, Francji, Niemczech, Belgii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Luksemburgu i Szwecji.

 

 

Michał Haake

Figury embrionalne

 

Kto raz zobaczy rzeźbę Sylwestra Ambroziaka, nie pomyli jego twórczości z żadną inną. Czy artysta powtarza się? Tak - tak samo, jak powtarzali się ci, których dzieła również bez kłopotu odróżniamy od innych utworów artystycznych: Rembrandt, Goya, Rodin, Picasso, Moore … Czy oznacza to, że rzeźby Ambroziaka są produkowane od lat bez zmian, jak produkuje się łatwo rozpoznawalne wyroby słynnych manufaktur fajansu czy porcelany z Delf albo Miśni? Nie – artysta tworzy swe dzieła po to, by podejmować nimi coraz to nowe, nurtujące go sprawy, z nadzieją na zwrócenie na nie także naszej uwagi. Jak to jednak jest możliwe, że powołując te łudząco do siebie podobne istoty, artysta otwiera kolejne zakresy znaczeniowe? Kiedy we wczesnych pracach podejmował tematykę religijną („Ofiara Izaaka”, „Kuszenie św. Antoniego”, „Św. Szczepan”), znaczenie gestów było czytelne w kontekście znanej skądinąd historii. Od dawna już jednak nie możemy wobec prac Ambroziaka  posiłkować się tego rodzaju wparciem.

Artysta przedstawia – a więc stawia przed sobą i przed nami - figury człekokształtne. Nie są to wizerunki ludzkie. Przypominają nas jednak bardziej niż kogokolwiek innego. Przez wieki rzeźbiarze wyobrażali człowieka – bohatera Biblii, mitologii, historii. Potem zaczęli ludzkie sylwety przeobrażać. Powstały postaci kubistyczne, ekspresjonistyczne, konstruktywistyczne itd., obrazy istot ludzkich w określonym stylu, tytułowane często „Siedząca”, „Kobieta z dzieckiem” albo jedynie  „Postać”. Natomiast figury Ambroziaka nie są artystycznie zdeformowanymi ludźmi, lecz wyraźnie innymi istotami. Postaci te nie tworzą jednak osobnego gatunku, jak małpy czy kinowi mieszkańcy obcych cywilizacji. Z figurami Ambroziaka odczuwa się jakiś rodzaj pokrewieństwa. Ich pozy, gesty, zachowania odbiera się jako zbliżone czy wręcz takie same jak nasze. Nie mają jakichś lepiej czy gorzej od nas rozwiniętych umiejętności. Nigdy nie robią niczego, czego byśmy już wcześniej nie czynili. Nie żyją w innym niż nasz świecie. Tak przynajmniej było dotąd. Od paru lat postaci te poddawane są osobliwym działaniom, niekiedy dyskretnym, niekiedy dobitnym.

Przedstawił artysta postaci leżące na plecach. Ich rozmiary, niewielkie w porównaniu z innymi pracami, sugerują przedstawienia dzieci. Przypuszczenie to współgra z zachowaniem się figur, gdyż wydaje się, iż właśnie upadły na plecy w trakcie swawolnego baraszkowania, „nakrywając się” nogami. Zarazem jednak indywidualizm, który zazwyczaj manifestuje się w beztroskiej zabawie, w figurach tych nie dochodzi do głowu, ponieważ pozy są powtórzone u kilku z nich. Pozy wydają się przez to śladem nie tyle wywrócenia się postaci, co położenia ich jedna obok drugiej. Figury nie znajdują się w pozie wynikłej z gwałtownego ruchu, lecz nadanej im. Sugestię taką wywołuje jeszcze jeden aspekt. Postaci mają nogi zgięte i zarazem wysoko uniesione, a lędźwie oderwane od ziemi. Zrazu wygląda to na upadek. Jednakże, gdy ktoś się wywróci na plecy, to jego nogi są podniesione najwyżej wówczas, gdy głowa przywiera do podłoża (mają wtedy fizyczne w nim oparcie). W tym wypadku jednak nogi są w takim położeniu jednocześnie z głową uniesioną. Powstaje przez to sugestia, że nie są one uchwycone w chwilowym wyrzuceniu w górę, po którym natychmiast opadną w dół (analogicznie do ułożenia ręki dyskobola w słynnej rzeźbie Myrona), lecz w tej pozycji utrzymywane. Innymi słowy, postaci, którym poza została narzucona, wydają się zmuszone do jej utrzymywania mimo jej nienaturalności. Bolesny tego wymiar wynika z unieważnienia jakiegokolwiek związku między pozą a wolą postaci. Postaci nie mają oczu, w których już w starożytności widziano odblask ducha. Są one jedynie „pozami”.

Z pozą – z definicji - wiąże się zawsze jakiś wyraz. Po to się pozę przybiera, by z jej pomocą wydobyć znaczenie. Zatem jaki wyraz mają pozy nadane tym małym postaciom? Śledząc znaczenia zawarte w formie dzieła zawsze ryzykuje się interpretacyjne nadużycie, czyli przekroczenie granicy, poza którą znaczenia są projektowane, kiedy zaczyna się widzieć w postaciach już tylko to, co chce się dostrzegać z takich czy innych, mniej lub bardziej ideologicznych powodów. Ponieśmy jednak to ryzyko, choćby po to, by dokonując nadużycia wyjawić jego naturę i dynamikę. To nie są wyobrażenia embrionów (mają na to zbyt długie kończyny)[1]. Są to rzeźby, które budzą z nimi skojarzenia, ale zarazem mają już ostateczne ukształtowanie właściwe dla rzeźb artysty. Unaocznione zostaje w ten sposób arcydzielnie, że nie ma istotowej różnicy między embrionem a narodzonym człowiekiem.

Postaciom położonym towarzyszą figury podwieszone na linach do sufitu. W odniesieniu do rzeczy, np. żyrandola, określenia „podwiesić” czy „powiesić” wydają się wymienne. Nie brzmi niczym szczególnym również zwrot, że „rzeźba została powieszona na ścianie”, jak, przykładowo, krucyfiks w kościele. Jednoznacznym jest natomiast zdanie „postać została powieszona”. A czy nie jest tak, że w pracach Amroziaka widzimy jednocześnie rzeźby i postaci, a nie najpierw rzeźby, a dopiero potem postaci?

Postaci są ujęte „w tej samej” pozie, co figury leżące. Wprowadzona w nowy kontekst przestrzenny ma ona wszak inny wyraz. Podwieszone zostały dwie postacie sklejone ze sobą plecami. Gdyby były zwrócone do siebie, o wiele silniejsze byłoby wrażenie, że się wspólnie unoszą (jak w teatrze przymocowani linami aktorzy udający olimpijskich bogów). Głowy postaci nie wyrażają aktywności, ale zwieszone na piersi - bezwład. Cechy te oddalają możliwość określenia figur „wiszącymi”. Słowo to bowiem nie wyklucza aktywności ze strony wiszącego. Można wisieć na trzepaku, co oznacza, że się celowo utrzymuje pozę. Z drugiej strony nie są te postaci obrazem martwoty, przynajmniej takiej, jaka bije od kurczaków zawieszonych na hakach sklepie rzeźniczym. Mają podkurczone nogi. Bezwład głów współistnieje zatem z jakimś śladem wysiłku utrzymywania ich w takiej pozycji. Budzą skojarzenia z embrionami. Nie są jednak prezentacją ich trójwymiarowego modelu, lecz obrazem udreczonego życia.

Kiedyś zajmowały artystę ogólne, uniwersalne rysy bytowania: samotność, opłakiwanie, pomoc. Dziś tematyka, nie mniej powszechna, zawiera silniejszy potencjał krytyczny wobec rzeczywistości. Uderzające jest w wyrazie tych postaci przede wszystkim to, że zostały wprowadzone w stan pod każdym względem nienaturalny, nie wywiedziony ze sposobu poruszania się, z jakiegokolwiek zrozumiałego zachowania się, przeciwny życiu. Budzące skojarzenia z embrionami i ukazane w udręczonych pozach stają się dla mnie postaci źródłem szeregu doznań, jak na przykład: jak to się dzieje, że choć możliwość obejrzenia wyglądu człowieka przed narodzeniem jest dzisiaj nieporównywalnie większa dzięki coraz doskonalszym, niemal jak rzeźby trójwymiarowym zdjęciom, u wielu nie wzbudza to żadnej empatii?

A także źródłem silnego poczucia, że zgoda na udręczenie istoty przed jej narodzeniem inicjuje przyzwolenie na jej udręczenie po nim. Wyzbyta melancholii, ckliwości, upiększania – mocna sztuka.   



[1] Nie podzielam opinii Krzysztofa Stanisławskiego, który pisze, że „Ambroziak starał się wyrzeźbić embriony”.  K. Stanisławski, Sylwester Ambroziak, Orońsko 2011, s. 158.

 

www.ambroziak.artinfo.pl


 


wróć