MENU

Wystawy

STANISŁAW KULON - RZEŹBA

LUTY
 
Galeria BWA
 
Stanisław Kulon jest absolwentem Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem, które ukończył pod kierunkiem prof. Antoniego Kenara w 1952 roku. W latach 1952-1958 kontynuował studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie pod kierunkiem prof. Ludwiki Nitschowej i prof. Mariana Wnuka. Od 1985-1966 roku był asystentem w pracowni rzeźby prof. Ludwiki Nitschowej. Od roku 1988 jest profesorem Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Rzeźbi w drewnie.
 
„Kulon – jeśli jego wizja przerasta wrodzone możliwości drzewa – wówczas zgrabnie, po ciesielsku, montuje dzieło z części. Bywało wcześniej, bywa i teraz jeszcze, że przemawia do nas formą mocarną, drastyczną, o natężonym wyrazie, szczególnie gdy ma przed sobą sosnę. Któż by to jednak podejrzewał, widząc tylko i jedynie jego przepiękne, smukłe, wzniesione na paluszki akty dziewczęce o melodyjnej linii i białym, gładziutkim lipowym naskórku albo Błękitną Matkę Boską nad kolebką Jezusa z dłońmi, jak byśmy Madonnę mistrza Wita oglądali. Błękitna, bo Kulon kolor oddaje, gdy czuje, że trzeba, a ostatnimi laty coraz częściej: lekkie błękity, fiolety, róż, godząc je w pięknych harmoniach z kształtem, jaki podpowiedziało mu drzewo…”
                                                                                                                historyk – krytyk sztuki
Stanisław K. Stopczyk  
 
Rzeźbione przez Stanisława Kulona postaci noszą – naturalnie dla prac w drewnie – piętno materiału, z którego powstają. Ogromny sęk w lipowym klocu zafascynował rzeźbiarza skojarzeniem z wrzodem, z rakiem. Z niego powstała delikatna kobieca postać, z zakłopotaniem wskazująca swój defekt – „Owoc Czarnobyla”. Z modrzewia z kolei rzeźbił Stanisław Kulon ręce, które pierwotnie miały posłużyć jakiejś większej postaci, a w końcu pozostały niezależnym eksponatem. Twardy modrzew miał wiele sęków, o których podczas obróbki myślał rzeźbiarz, że nie wystarczy dłuto, że trzeba je będzie ciąć piłą. Wreszcie sęki zostały. „Najeżone” nimi ręce dużo bardziej prowokują do rozmyślań, co też w ciągu naszego życia własnymi potrafimy zrobić?
Stanisław Kulon lubi zostawiać sęki, dodatkowo je kolorując: - Taka uroda materiału – mówi i przekonuje, że drewno samo daje sygnały nie tylko na początku, ale i w trakcie obróbki. Profesor przestrzega więc przed zbyt szybkim docieraniem do realizowania własnego zamierzenia, przed przeoczeniem momentów, kiedy sam materiał podpowiada rozwiązanie.
Rodzaj drewna Stanisław Kulon potrafi też potraktować symbolicznie. Pokazane na wystawie reliefy ze scenami radzieckiej zsyłki, którą rzeźbiarz przeżył w dzieciństwie, wykonane są w sośnie. Właśnie sosny rosły na Uralu, dokąd wraz z rodziną wywieziono Stanisława Kulona w 1940 roku; Aleksandra Pezda, Gazeta Lubuska 14.02.1996 r.
 
Stanisław Kulon rzeźbi w drewnie. Potrafi wyczarować z lipowego, sosnowego czy modrzewiowego klocka całą gamę uczuć o imponującej skali, od filuterności do cierpienia. Miłości do tego materiału, swobody w obcowaniu z drewnem nauczył się u słynnego Antoniego Kenara w Zakopanem, który wpoił swoim uczniom niebywały szacunek do drzewa i drewna, w którym mają zanurzyć rzeźbiarskie ostrze. Oznaczało to, między innymi, zasadę nie występowania przeciwko drewnu, ale wyłanianie form, które są już w klocku obecne, choć nie unaocznione; w jego naturalnym rozrzeźbieniu, istniejącym już pęknięciu czy układzie słojów.
Stanisław Kulon przekroczył te granice. Wyszedł z roli wirtuoza, wyczarowującego ukryte w instrumencie tony i podporządkował materiał swojej wizji. Dlatego drewno pod ręką rzeźbiarza potrafi fruwać! Jego panny opłakujące Ukrzyżowanego Chrystusa są lotne niczym stado ptactwa, a jeśli przysiadły u stóp Krzyża, jak widzimy w licznych realizacjach, zatytułowanych „Pod Krzyżem” lub „Przy Krzyżu”, to dosłownie przed chwilą, bo widzimy jeszcze rozwiewane wiatrem w locie szaty.
Jeśli drewniany klocek opiera się wyobraźni autora, rzeźbiarz nie waha się dosztukować doń mniejszych lub całkiem znacznych fragmentów innych pni, nie zawsze nawet tego samego gatunku. 
Wystąpieniem przeciw zasadom „szkoły Kenara” było też sięgniecie po kolor, który zawładnął wyobraźnią Kulona w ostatniej dekadzie jego twórczości. Prace z tego okresu są fascynujące. Imponuje nie tylko doskonałość warsztatu, odwaga wizji i upór artysty – ale szczególna poetyckość jego wyobraźni, gdzie nadrealizm miesza się z przaśną ludowością. 
Prace artysty nigdy nie były kontynuacją klasycznej europejskiej rzeźby, gdyż autor zakłada w sposób programowy deformację jako jeden ze sposobów odnalezienia nowej – czy choćby innej – harmonii. W deformacjach stosowanych przez rzeźbiarza w ostatnich latach jest coś muzycznego, te prace dźwięczą krystalicznie jak fugi, kojarzą się z dźwiękiem klarnetu czy oboju („Poranek”, „Owoc Czarnobyla”, „Chrystus”).
Obecność motywów ludowych w rzeźbie Stanisława Kulona jest niezaprzeczalna. Jednak we wczesnych pracach pojawiały się one w formach wziętych z mrocznych baśni albo bohaterskich legend, albo w działaniach złych wróżek, skazujących ludzi na trudne, znojne bytowanie.
Kulon z ostatnich lat jest odmieniony. Snuje baśń, w której Marc Chagall sąsiaduje ze św. Franciszkiem. Jego rzeźby wypełnia ciepła melancholia. Barwy, jakimi krzepi swoje ulatujące panny i anioły, wydają się mieć dwa źródła. Jedno to naiwność koloru w ludowej rzeźbie, obecna w błękicie szat licznych „Maryjek”, drugie źródło, może w przypadku Kulona ważniejsze, to słodycz kolorów dzieciństwa. Od pastelowych „teł” chrzcielnych kapek, niosące bezpieczeństwo pościeli w kwiatki czy chmurki, poprzez lukrowane pierniczki oraz barwy ilustracji bajek z dzieciństwa. To źródło oznacza powrót do czasu naturalnej magii, gdy baśń bez zdumienia mieszała się z realnością. Jeśli tego czasu w dzieciństwie nie było, pozostaje tęsknota za poznaniem nieznanego. Sztuka jest spełnieniem marzeń; Gabriela Balcerzakowa, Ziemia Gorzowska Nr 9/ 29.02.1996 r.
 

wróć